+5
BooBooZB 17 września 2016 19:28
Image

Image

Jak powszechnie wiadomo, na Grenlandię jako pierwszy przybył banita Eryk Rudy, który chyba jako pierwszy posłużył się trollingiem, wieki zanim to stało się powszechnie modne w internetach. Lodową krainę nazwał "zielonym lądem", by przyciągnąć potencjalnych nowych mieszkańców.Islandzkie sagi podają jednak w wątpliwość, czy to Eryk jako pierwszy przybył na Grenlandię.

Quote:
Choć historycznie uznaje się, że to Eryk Rudy jako pierwszy odkrył Grenlandię, to islandzkie sagi sugerują, że był przed nim ktoś inny. Według tradycji miał to być Gunnbjörn Ulfsson, który jako pierwszy ujrzał nowy ląd, sto lat przed Erykiem, gdy silne wiatry zniosły jego statek z kursu. Nieznaną ziemię nazwał Gunnbjarnarsker. Jednakże to przypadkowe odkrycie spowodowało, że przeszło ono bez większego echa. Po Gunnbjörnie na Grenlandię udał się również Snaebjörn Galti, który według ówczesnych źródeł podjął się pierwszej, ale bezskutecznej próby jej kolonizacji. Pierwszym europejskim osadnikiem był natomiast Eryk Rudy.

Po wygnaniu z Islandii postanowił odszukać ląd wspomniany przez Ulfssona. W tym kontekście, kiedy około 982 roku wypływał w kierunku Grenlandii, była to ziemia nieco tajemnicza i mało znana. Po dotarciu do wyspy opłynął jej południowe brzegi (znane później pod nazwą Cape Farewell) i skierował się wzdłuż zachodniego wybrzeża. W końcu dotarł w okolice, których większą część pokrywał lód. Według Sagi o Eryku Rudym spędził tam trzy lata na badaniach. Pierwszą zimę spędził na wyspie Eiriksey, drugą w Eiriksholmar (niedaleko Hvarfsgnipa), a ostatnie lato poświęcił na eksploracje dalekiej północy (Snaefell i Hrafnsfjord).

Kiedy trzyletnie wygnanie dobiegło końca Eryk powrócił na Islandię, gdzie opowiedział o swojej podróży. Nową ziemię nazwał „Grenlandią” (czyli zieloną ziemią), żeby przyciągnąć do niej potencjalnych osadników. Wyjaśnił, że ludzie będą bardziej skłonni się tam osiedlić, jeżeli jej nazwa będzie zachęcająca. Po przezimowaniu na Islandii, zebrał dużą grupę kolonistów i na czele 25 statków wyruszył na Grenlandię, z czego tylko 14 dotarło do celu, 11 zawróciło, a reszta zaginęła na morzu.

Na południowym-zachodzie wyspy założył dwie kolonię: Osiedle Wschodnie oraz Zachodnie. Powstało też Osiedle Środkowe, ale przypuszczalnie było ono częścią zachodniej osady.


Image

Image

Ostatecznie docieram tego dnia do zatoczki,w której rozbijam namiot. Negatywnym aspektem Grenlandii jest spora ilość różnej maści śmieci pozostawionej przy brzegach. Nie jest ich nie wiadomo ile, ale jednak nieco szpeci ten piękny krajobraz (np. puste zbiorniki po paliwie). Zbieram jagody i wcinam je z ryżem. Smaczne, chociaż bardziej marzę o schabowym ;)

Image

Image

Zasypiam, licząc iż jutro zelżeje wiatr. Jak się okaże, kolejnego dnia uda mi się dopłynąć do opuszczonej osady Ritenbenk ;)

Mapka dnia 5-tego - przepływam ok. 1 km oraz przechodzę z plecakiem kolejne 3,5

Image

CDNDzień 6.

Po porannych rytuałach, z nowymi nadziejami i całkiem przyzwoitą pogodą z samego rana jestem w kajaku.Wiatr znacznie lżejszy niż zeszłego dnia.

Image

Image

Przez 3 godziny bez przerwy wiosłuję jak szatan i daję z siebie wszystko.Jestem w najbardziej odsłoniętym kawałku trasy.Patrząc po skałach przy których płynę, cieszę się jednak,że nie idę tamtędy mając kajak oraz cały ekwipunek na plecach ;) W pewnym momencie znajduje się w miejscu osłaniającym mnie od wiatru.Wiatr powoli, ale się wzmagał wraz z kolejnymi godzinami, fale mam już jednak z tyłu, a więc pozostaje je tylko umiejętnie wykorzystać.

Z każdym dniem coraz bardziej czuje barki oraz plecy.W sumie kajakowanie to niezła ogólnorozwojówka, pracują praktycznie wszystkie partie poza nogami, no ale i te uwzględniłem dzień wcześniej . ;)

Około godziny 13 dopływam do Ritenbenk/Agpat - obie nazwy funkcjonują na Grenlandii.Osada została założona w 1781 jako duńska kolonia i w tamtym okresie była większa od Ilulissat (!), stanowiła największe skupisko ludności w całej zatoce Disko.Ritenbenk funkcjonowało głównie jako baza wypadowa do polowań na wieloryby, a w późniejszym okresie do połowów halibuta.

Image

Image

Gdy schodzę na ląd, początkowo nie widzę żywej duszy, ale z czasem moim oczom ukazuje się jedna motorówka.Kieruje się w kierunku zabudowań.Na wyspie jak się okazuje pomieszkuje troje ludzi. Zapraszają do środka i częstują herbatą.Wprawdzie bardzo łamaną angielszczyzną i moim bardzo szczątkowym grenlandzkim jakoś się dogadujemy ;)

Pytam czy na wysepce jest sygnał telefonu - odpowiadają,iż w jednym miejscu czasami łapie się jedną kreskę sygnału.Co więcej, idą ze mną prawie 2 km w jedną stronę i pokazują gdzie dokładnie jest to miejsce.Wchodzę na kopiec z kamieni i łapie jedną kreskę sygnału.Po raz pierwszy od opuszczenia Ilulissat dzwonię do domu i gadam przez chwilę - m.in. dowiaduje się o złocie i rekordzie świata Anity Włodarczyk na Igrzyskach w Rio ;)

Wracam do suszącego się kajaku i rzeczy oraz biorę aparat (Sony Alpha 5100). Obchodzę całą okolicę. Obecnie w Ritenbenk znajduje się znacznie więcej martwych niż żywych.Cmentarzysko wraz z lepiej i gorzej zachowanymi grobami robi spore wrażenie.

Image

Image

Image

Ritenbenk zostało oficjalnie opuszczone w 1960 roku, głównie przez restrykcje prawne dotyczące połowów halibuta. W kolejnych latach dzieciaki z Ilulissat przybywały tu na letnią szkołę.Ich malunki na ścianach wciąż zdobią w szczególności jeden z budynków.

Image

Image

Budynek w tle na zdjęciu poniżej, zrobiony z kamienia, jest jednym z największych budowli tego typu w środkowej i północnej Grenlandii. W środku znalazłem stare sanie, pod które niegdyś podpinano psi zaprzęg.

Image

Image

Rozważałem pozostanie na dzień w Ritenbenk, niemniej jednak pogoda była cudowna i zdecydowałem się płynąć dalej.Dzięki ludziom na poniższym zdjęciu udało mi się uspokoić nieco najbliższych i dać im znać o moim położeniu i dalszych planach. Jeden z nich (na zdjęciu po mojej prawej) przepłynął kilka lat temu z Sisimiut do Ilulissat kajakiem(!).Jest jednak pod sporym wrażeniem mojego dmuchańca i odległości jaką już udało mi się pokonać z Ilulissat.

Image

Troche przykro patrzeć,że miejsce takie jak Ritenbenk, spory skrawek dziedzictwa Grenlandii ulega stopniowej degradacji. Niestety nie ma pieniędzy na renowacje opuszczonych budynków, a szkoda, bo teren mógłby śmiało zostać wpisany na listę UNESCO.Może kiedyś...

Image

Moi nowi znajomi wypływają na popołudniowy połów halibuta, a ja płynę dalej jeszcze trzy godziny. Po raz pierwszy znajduje się w paku lodowym i ostrożnie muszę szukać tuneli,aby nie uszkodzić kajaka.

Image

Image

Image

Image

Dopływam do zatoczki, gdzie tradycyjnie w doborowym sąsiedztwie gór lodowych rozbijam namiot.Wieczorem herbatka z odłamów jednej z nich, książka do snu i tyle na dziś. To był naprawdę dobry i niezapomniany dzień! ;) Przepływam 24 km.

Image

Image

Mapka dnia 6-stego:

ImageDzień 7.

Niezmiennie towarzyszy mi słoneczna pogoda.I tak też było tego dnia.Z rana w godzinę pokonuję 5-kilometrowy odcinek przez Zatokę Langebugt. Przez tydzień zdążyłem się przyzwyczaić do co rusz pękających gór lodowych. Niezmiennie mnie jednak zadziwiają.

Image

Image

Image

Po około trzech godzinach robię tradycyjną już przerwę na posiłek, odpoczynek i suszenie kajaka. Z Polski wziąłem ze sobą naszą piękną flagę.W planie miałem wejście na jedną z gór lodowych jako mój mały biegun i zaznaczenie swojej obecności. W końcu na 99,99%, a nawet więcej nikt na niej nigdy nie był i nie będzie tak długo jak tylko trwa jej żywot.Stwierdziłem jednak,że o ile może to być dość efektowne, to równie niebezpieczne, z uwagi na podatność gór lodowych na obracanie się wokół własnej osi i pękanie.Pamiątkowe zdjęcie jednak zrobiłem.Na brzegu

Image

Mając silny wiatr z tyłu przepływam zatoczkę Smallesund. Lada moment znajduje się w najwęższym miejscu podczas całej wyprawy - Anitdlagia. Przewężenie ma ok 20 metrów.

Image

Image

Czas skręcić w prawo i powoli zataczać krąg wokół Avre Prinsens Ejland.Płynę przez kilka kolejnych godzin w lagunie lodowcowej przypominającej islandzki Jokulsalron.Woda jest tu stale wzbogacana kolejnymi odłamami z 3 lodowców, w tym z tego najbardziej spektakularnego - Eqi Sermia.

Dopada mnie zmęczenie, a przez wiele kilometrów nie ma choćby skrawka płaskiego lądu.Pod wieczór jednak takowe znajduje, vis a vis spektakularnej wyspy Qeqertakvsak. Miłym akcentem jest płynąca ze skał rzeczka Ulussat.

Image

Image

Jest dość ciepły wieczór i przez ponad godzinę czytam książkę poza namiotem.Po tygodniu w samotności coraz więcej gór lodowych zaczyna przypominać żeńskie narządy płciowe tudzież inne atrybuty płci pięknej ;) ;)

Image

Image

Mapka dnia 7-ego: Przepływam rekordowe 39 km.

Image

CDNDzień 8.

Śpię chwilę dłużej niż zwykle i w kajaku jestem o 9.30.Znajduje się już na spokojnych wodach, z tego co się dowiedziałem przed wylotem z Polski,w samej Ataa można wypożyczyć kajaki i poruszać się po osłoniętych zewsząd wodach.Tego też dnia spotykam jedynych kajakarzy (z Niemiec) podczas całej wyprawy.

Od samego początku muszę poruszać się b.ostrożnie i co rusz szukać lodowych tuneli, aby nie uszkodzić żółtego szerszenia.A widoki, ehh... :P

Image

Image

Image

Image

Czuję,że schudłem, mimo iż pochłaniałem spore ilości jedzenia, np. podczas jednej przerwy wraz z wypiciem butelki wody dochodziły 4 snickersy ;) Generalnie po Norwegii i Grenlandii, z 84 na 77 kg.Powoli odrabiam :) Wiosłuje się przyjemnie, zero fal, a jeśli wiaterek, to lekki z tyłu.Co jakiś czas przepływają nieopodal mnie motorówki, za KAŻDYM razem zwalniając, by nie wytworzyć fal oraz pozdrawiając.

Przed wyjazdem w internecie znalazłem przydatną mapkę obrazując odległości na wodach Ataa Sund.

Image

Tego dnia (18-stego sierpnia) jest wyjątkowo ciepło, w planie mam dopłynąć do Ataa, kolejnej opuszczonej osady, dokładnie w 1960 roku, ale obecnie funkcjonującej jako Summer Camp. Wiedzie do niej nawet ścieżka z Ritenbenk, w którym gościłem dwa dni wcześniej.Powoli zataczam krąg swojej kajakowej wyprawy, po przepłynięciu 28,5 km, jestem już tylko 65 km na północ od Ilulissat.

Image

Image

Image

Image

W poniższym momencie na filmiku, przepływam koło góry lodowej oferującej darmowy prysznic - mimo wszystko się nie skusiłem, choć efekt na żywo - piorunujący ;)

Image

Około godziny 18 dopływam do Ataa, gdzie nie widzę żywej duszy. Nie ma nikogo poza mną, a wszystkie domki poza jednym otwarte.Nad najlepiej zachowanym domkiem wakacyjnym powiewa flaga Grenlandii, którą miałem w planie na tej jeden dzień zamienić na Polską ;) Po godzinie przypływa jednak motorówka z trzema osobami (mężczyzna i dwie kobiety).Btw, już któryś raz spotykam się z sytuacji,że Grenlandczycy podróżują w trójkątach ;)

Jak się okazuje, owy Pan jest osobą doglądająca Ataa podczas krótkiego sezonu letniego. Na co dzień poluje, tego dnia z łodzi którą przypłynął wyjął kilka dorodnych ptaszorów.

Pyta się mnie, czy zostaje na noc.Po odpowiedzi twierdzącej informuje mnie,że mogę rozbić namiot.Po przejrzeniu większości zabudowań, po cichu liczyłem na nocleg pod dachem.A więc zapytałem:

Quote:
How about the houses?Maybe I can sleep in one of them?

Houses are for tourist.You can pay and sleep of course.

chwila miliczenia

But you are not a tourist, you are a traveller, I like you travellers :P You can sleep in yellow house, for free, of course.



I tak oto, przypadł mi nocleg w poniższym apartamencie.Impreza w środku pełną gębą ;)

Image

Image

W środku było pozostawionych kilka zupek chińskich, częstuje się jedną.Uczta dwudaniowa, bo na drugie tradycyjnie liofilizat, tym razem z dostępnym w domku pieprzem i solą. Jest też m.in. cukier, a więc herbata lepiej smakuje.Jednym słowem - szaleństwo. Były też resztki gazu w pozostawionych kartuszach.Podgrzewam sobie nieco wody i po 8 dniach robię sobie SPA w pełnej rozciągłości, czyli w tym przypadku myję włosy we względnie ciepłej wodzie ;)

Miejscowość Ataa w latach swojej "świetności" zamieszkiwało prawie 100 osób.I było to 1900 roku.15 lat później było już ich tylko 59. Większość zajmowała się polowaniem na foki i lisy polarne oraz rybołóstwem. Była tu nawet szkoła, wybudowana w 1915 roku. Podobnie jak obecnie w Ritenbenk, na ziemiach Ataa znajduje się więcej martwych niż żywych.


Dodaj Komentarz

Komentarze (57)

ewaolivka 17 września 2016 21:37 Odpowiedz
Jestem pod wrażeniem! I gratuluję! Ciekawie to zmontowane. Krajobrazy piękne, nastrojowe. Przestrzeń, pustka, kolory. Pozdrawiam :)
ewaolivka 17 września 2016 21:37 Odpowiedz
Jestem pod wrażeniem! I gratuluję! Ciekawie to zmontowane. Krajobrazy piękne, nastrojowe. Przestrzeń, pustka, kolory. Pozdrawiam :)
zennnek 17 września 2016 22:13 Odpowiedz
A jak wygląda sprawa zagrożenia ze strony niedźwiedzi polarnych?Pewnie nie ma ich tyle co w Svalbardzie, ale jednak są.
booboozb 17 września 2016 22:23 Odpowiedz
Populacja niedźwiedzi polarnych na Grenlandii, choć trudna do oszacowania, wynosi około 500 sztuk.To 1/5 tego co na Svalbardzie.Niedźwiedzie znajdują się bardziej na północ (czasem widziane już w okolicach Upernavik), choć oczywiście było takie zagrożenie,że jeden miś z 500 podryfuje do mnie na górze lodowej.Ostatni raz niedźwiedź w okolicach Ilulissat był widziany w 1997 roku.Uprzedzając potencjalne pytanie - nie, nie miałem broni przeciwko niedźwiedziom.Napisałem sporo maili pytających o potencjalne zagrożenie w zatoce Disko oraz na Półwyspie Nussaq, popytałem też na miejscu. Wszyscy mnie uspokajali, a więc i ja pozostałem spokojny.Widziałem za to niedaleko kajaka wieloryby (!) i foki, ale o tym później ;)
woy 18 września 2016 08:18 Odpowiedz
Fajna wyprawa, zazdroszczę.Misie jak misie, ale nie bałeś się zatopienia przy odłamaniu kawałka góry lodowej? Powiadali (i pokazywali) w Ilulissat, że czasami mogą wywołać małe tsunami.
serror 18 września 2016 09:21 Odpowiedz
Niesamowite widoki! Mam pytanie czysto techniczne, co to za namiot?
2getthere 18 września 2016 10:03 Odpowiedz
Wieloryby z kajaka?! To dopiero musi być przeżycie!
lukasz0207 18 września 2016 11:09 Odpowiedz
Wow, czuję super relacje :) Właśnie ostatnio pojawiła się w mojej głowie myśl o popływaniu kajakiem ale może jeszcze nie na Grenlandii ;) tylko po norweskich fiordach. Czekam na opis kolejnych dni, zwłaszcza tego spotkania z wielorybami.
gecko 18 września 2016 11:19 Odpowiedz
rewelacja :D można wiedzieć ile wyniósł Cię lot?
booboozb 18 września 2016 11:36 Odpowiedz
Quote:Misie jak misie, ale nie bałeś się zatopienia przy odłamaniu kawałka góry lodowej? Powiadali (i pokazywali) w Ilulissat, że czasami mogą wywołać małe tsunami.Tak, to było spore zagrożenia i od większych gór lodowych w miarę możliwości starałem się trzymać z daleka.Przy tych mniejszych pływałem dość blisko ;) Quote:Niesamowite widoki! Mam pytanie czysto techniczne, co to za namiot?Apollo LightQuote: Właśnie ostatnio pojawiła się w mojej głowie myśl o popływaniu kajakiem ale może jeszcze nie na Grenlandii ;) tylko po norweskich fiordach.Polecam więc relacje z linka w podpisie ;) Przez 4 fiordy na dach Skandynawii i jezioro GjendeQuote:można wiedzieć ile wyniósł Cię lot?Niemało, o ile pamiętam to 3700zł na trasie CPH - SFJ - JAV RT plus doloty do Kopenhagi SAS-em i powrót z Malmo Wizzairem. Ciężko obecnie o jakieś lepsze promocje w Air Greenland.
carollayna 20 września 2016 10:42 Odpowiedz
Chłonę tę relację! Niesamowite! Też chcę! Muszę wytrzymać do czerwca :)
gregggor 20 września 2016 10:49 Odpowiedz
Niesamowite to malo powiedziane!
jasiub 20 września 2016 11:18 Odpowiedz
Wow, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
ane-wald 20 września 2016 11:50 Odpowiedz
Relacja niesamowita, nie będę miał dylematu podczas comiesięcznego głosowania.
sko1czek 20 września 2016 13:05 Odpowiedz
Naprawdę, fantastyczna wyprawa, super relacja, też zagłosuję. Do pozazdroszczenia.
booboozb 21 września 2016 22:45 Odpowiedz
Carollayna napisał:Chłonę tę relację! Niesamowite! Też chcę! Muszę wytrzymać do czerwca :)W czerwcu powrót na Svalbard czy może gdzieś indziej? ;)
gecko 21 września 2016 22:47 Odpowiedz
@BooBooZBno i teraz mam dylemat co dalej :D Svalbard czy Grenlandia? ;)
booboozb 21 września 2016 22:52 Odpowiedz
Obowiązkowo to i to ;) Svalbard bardziej dostępny lotniczo, a więc suma sumarum pewnie wyjdzie nieco taniej.Zależy też jakie masz oczekiwania i ile czasu.Jeśli np. 5 dni - Spitsbergen.Jak już się się leci na Grenlandię,to fajnie mieć 10-14 dni jak nie więcej.Trekkingowo i tu i tu znajdziesz coś dla siebie.
gecko 21 września 2016 22:57 Odpowiedz
@BooBooZBPowiedz mi proszę, jak wygląda sprawa z obozowaniem na Spitsbergenie? Planuję się tam wybrać na przełomie czerwca i stycznia. Czy są tam jakieś wyznaczone trasy trekkingowe poza Longyearbyen? Można rozbijać się na dziko czy tylko na wyznaczonych polach kempingowych? Co z niedzwiedzimi? Nie jest to niebezpieczne, aby spać w namiocie? (nawet mając strzelbę w śpiworze)? :D
booboozb 21 września 2016 23:08 Odpowiedz
@‌gecko‌ Rozumiem,że chodzi o przełom czerwca i lipca ;) Oczywiście jako baze wypadową najłatwiej mieć samo Longyearbyen i tamtejszy - jedyny camping tuż przy lotnisku.Co do strzelby i miśków, to kempingując poza miastem w nocy trzeba mieć na zmianę warty, bo zagrożenie jest realne i tutaj mając strzelbę w śpiworze może być za późno ;) Polarnicy stosują tzw. płot pirotechniczny, czyli rozbity wokół namiotu stelaż połączony z linką i zapalnikiem.Docelowo jak miś w to wejdzie, zrobi się huk, fajerwerki i teoretycznie powinien się oddalić ;) Jest kilka tras trekkingowych, z tych najbliższych szlak na Sarkofagen.Można popłynąć do Piramiden i spędzić tam kilka dni.Parę dni pojawiła się b.fajna relacja na f4free - szlakiem uposzczonych kopalń na Spitsbergenie.Polecam!Ale generalnie Svalbard poza Longyearbyen to w większości trekking poza utartym szlakiem.
gecko 21 września 2016 23:14 Odpowiedz
@‌BooBooZB‌haha, rzeczywiście :D tak.. chodziło o przełom czerwca i lipca :D chyba jestem już trochę zmęczony :D w kazdym razie dzięki za przydatne info! jak coś jeszcze mi się przypomni, to będę walił na PW :)
carollayna 22 września 2016 09:36 Odpowiedz
BooBooZB napisał:W czerwcu powrót na Svalbard czy może gdzieś indziej? ;)Grenlandia... Narsasuaq – Ilulissad, na łodzi :) Więc jako, że jesteś specjalistą w tym regionie będę miała zapewne dużo pytań :) Muszę się tam dostać i wrócić :)A Svalbard znając mnie, to wystarczą dość tanie bilety i parę dni wolnego bym tam była :)
woy 22 września 2016 21:34 Odpowiedz
Dobry ten "Niezłomny"? Bo "Zew natury" całkiem całkiem.Wyprawę już komplementowałem, Grenlandię zresztą polecam z czystym sumieniem, choć nie było mi dane poznawać jej w tak fajny sposób. Mam przy okazji pytanie - dlaczego umieszczasz (jak i inni zresztą) Grenlandię w Europie? :)
booboozb 22 września 2016 21:42 Odpowiedz
Oczywiście, nie napisałem tego dosłownie, ale kolega @‌ wychwycił i słusznie ;) Tak czy owak - Grenlandia jest częścią Ameryki Północnej.
japonka76 25 września 2016 21:31 Odpowiedz
Rewelacja. Zazdraszczam takiego samozaparcia i pomyslu na przygodę. Wieloryby, foki, góry lodowe super a te kolory bajka Wysłane z mojego SM-A500FU przy użyciu Tapatalka
sajko 27 września 2016 19:29 Odpowiedz
ATOM! Twoje wszystkie północne relacje są bezkonkurencyjne! Pozdrawiam :)
brunoj 3 października 2016 21:16 Odpowiedz
Czytanie Twojej relacji w pubie z Altbeer'em w dłoni i przy dźwiękach RHCP - bezcenne :-)
ara 3 października 2016 22:08 Odpowiedz
obłęd :shock: niesamowita wyprawa i relacja!
booboozb 4 października 2016 17:06 Odpowiedz
@‌ewaolivka‌ @woy @‌serror‌ @‌lukasz0207‌ @gecko @‌Carollayna‌ @‌Gregggor‌ @‌ane.wald‌ @‌sko1czek‌ @‌Japonka76‌ @‌sajko‌ @‌BrunoJ‌ @ara - Wszystkim bez wyjątku, choć większości z lekkim opóźnieniem, dziękuje za miłe słowa.Myślę,że uda się w tym tygodniu napisać relację do końca.
sko1czek 4 października 2016 18:47 Odpowiedz
My po prostu bardzo zazdrościmy. No ja zazdroszczę, za wszystkich nie powinienem się wypowiadać :) .
agiii 4 października 2016 21:52 Odpowiedz
Myślę, że grono zazdrośników jest większe :D . Ja się przynajmniej na pewno do niego zaliczam!
olir1987 6 października 2016 14:03 Odpowiedz
Twoja relacja powala na kolana! Gratuluję wyprawy i odwagi;)
brunoj 6 października 2016 14:38 Odpowiedz
Na tej mapce na koncu chyba nie do konca zaznaczyla sie trasa przeplyniecia. Albo nie wiem na co patrzec.
michzak 6 października 2016 14:48 Odpowiedz
Też długo tego szukałem, ale dzisiaj udało mi się wreszcie dojść które to! Trochę dłuższa kreska to jest chyba, to ta trasa
booboozb 6 października 2016 15:23 Odpowiedz
Dokładnie jak @‌michzak‌Trasa płynięcia tego dnia niestety trochę zlewa się z płynącą tam rzeczką.
kacper-cz 7 października 2016 14:34 Odpowiedz
Gratuluję wyprawy i relacji ! Na prawdę pięknie to wygląda, pozytywnie zazdroszczę. Mam też parę pytań. Co to za kajak ? :D Jeśli mogę zapytać , czym na co dzień się zajmujesz ? :)Jak radziłeś sobie z codzienną toaletą w takim miejscu, domyślam się że raczej nie kąpałeś się w słonej wodzie :D I najważniejsze chyba pytanie jakie przeciętnie temperatury towarzyszyły Ci codziennie ?
booboozb 7 października 2016 16:39 Odpowiedz
Kajak - Sevylor Pointer K2Co do nawigacji, to miałem mapę kupioną na miejscu w Ilulissat plus z domu wydrukowane mapki ze strony nunagis.gl (właśnie z tej strony wrzucam pokonane przeze mnie kolejno dystanse dzień po dniu - POLECAM).Dodatkowo do lokalizacji własnego położenia używałem aplikacji MAPS.ME oraz maps google w trybie offline (na Grenlandii przydało mi się głównie MAPS.ME, a w Norwegii Google Maps).Nie używałem żadnego zaawansowanego GPS-a.Co do temperatur, to wahały się one od 0 w nocy do nawet 15 stopni w ciągu dnia szczęśliwie mając słoneczną pogodę(a tą miałem ,jak widać na zdjęciach przez 80% wyprawy).Trzeba jednak brać poprawkę,że na wodzie, a już w szczególności pośród gór lodowych, temperatura odczuwalna jest nieco niższa,a najzimniej jest w stopy, gdyż nimi najmniej ruszasz.Swoje trzy grosze dodaje też wiatr.Co do toalety i szeroko pojętej higieny - jeśli chodzi o to pierwsze, to jestem dość restrykcyjny i nigdy nie pozostawiam po sobie śladów.Wprawdzie nie mam ze sobą saperki, ale odejście 100 metrów na bok w dziewiczym terenie bez szlaków i przykrycie kamieniami uważam za wystarczające by natura sobie z tym poradziła w dość krótkim czasie.Podczas pływania kajakiem aż tak się nie pocisz jak podczas trekkingu, temperatury wieczorem zresztą nie zachęcały do rozkoszowania się kąpielami, choć sama wizja robienia tego wśród gór lodowych... :P . Zmęczenie też robiło swoje,a więc generalnie sprawy higieniczne ograniczałem do niezbędnego minimum.Gdy miałem szczęście dotrzeć na wieczór do jakiegoś strumyk - korzystałem.Może i byłem lekko zniesmaczony widząc,że siebie w lustrze po prawie 10 dniach w Ataa, ale who cares ;) Za to prysznic w hostelu...Ehhh :P Jeśli pytasz co robię na co dzień - prowadzę w Trójmieście firmę zajmującą się pracami na wysokościach,a więc oficjalnie - alpinista przemysłowy ;)
brunoj 12 października 2016 20:44 Odpowiedz
BooBooZB napisał:Zorganizowana wyprawa zabija jednak dla mnie to co najpiękniejsze w wyprawach - indywidualną kreatywność i odkrywanie wszystkiego samemu dzień po dniu.Przygodę.Kiedy podróżuje się samotnie(lub w b.małych grupach) dostrzega się więcej, nie podąża się ślepo za przewodnikiem, jak dzieci we mgle.I jest się zdanym tylko na siebie.To właśnie sprawia mi największą przyjemność, każdy dzień to coś nowego, nieprawdopodobnegoJako osoba z dość odległym w czasie, ale i dość sporym doświadczeniem kajakowym, zarówno w dużych grupach (kilkuset osobowe duże spływy) jak i w indywidualnych wyprawach w 1-3 kajaki, w pełni sie podpisuje. Dopisuje sie do listy zazdrośników. :)Super wyprawa i super relacja. Gratki!
lesna8 12 października 2016 21:13 Odpowiedz
Niesamowita wyprawa! Podziwiam. Mam nadzieję usłyszeć relację na żywo na Kolosach.Pozdrawiam :) I czekam na następne wyprawy i relacje :)
booboozb 13 października 2016 18:39 Odpowiedz
Dzięki za miłe słowa.Nie ma co długo zazdrościć, tylko się organizować i wykuwać własny szlak ;)
booboozb 14 października 2016 22:03 Odpowiedz
Małe podsumowanie:Loty: GDN - CPH - SFJ - JAV oraz JAV - JEG - SFJ - CPH oraz MMX - GDNCena za loty (w sumie): 4125zł (w tym dopłaty za nadbagaż)Cena za noc w hostelu: 400DK (około 200zł z małym plusem)Dystans pokonany - 162 km (z czego 158,5 kajakiem i 3,5 pieszo z z kajakiem w plecaku) - nie liczę szlaków nad IcefjordemIlość dni bez widzenia ludzkiej twarzy: 3Kajak - Sevylor Pointer K2Namiot - Apollo LightŚpiwór - puchowy CumulusJedzenie: podstawowa baza - liofilizaty Lyo Food oraz Trek N EatWaga: -3kgWidziane: wieloryby, foki oraz niezliczona ilość ptactwa (może @‌lesna8‌ będzie wiedzieć co widzimy w tych okolicach ;) )Przeżycia: :P Wszystkim dziękuję za dobrnięcie do końca dość długiej relacji
lesna8 15 października 2016 20:04 Odpowiedz
Spotkana dziś na Półwyspie Helskim poświerka szponiasta przypomniała o tamtejszym ptasim światku. To właśnie poświerki a także czeczotki, śnieguły i białorzytki były najczęściej spotykanymi wróblakami. Na morzu mewy: polarna i siodłata, nurniki i fulmary czyli północny standard. W czasie trekkingu na jeziorkach śpiewnym głosem odzywały się nury lodowce, na mniejszych bajorkach żerowały płatkonogi szydłodziobe, pod nogami kręciły się pardwy a nad głowami bieliki i sokoły. Zestaw niczego sobie, mnie usatysfakcjonował.O Grenlandii się marzy, na Grenlandię się powraca ;)
booboozb 16 października 2016 22:42 Odpowiedz
Quote:O Grenlandii się marzy, na Grenlandię się powracaLubię to(1) :P
kacper-cz 10 listopada 2016 08:06 Odpowiedz
Jeszcze raz gratuluję ! Mam nadzieję, że wygrasz Październikową edycję konkursu na relację :)
ambush 11 listopada 2016 11:38 Odpowiedz
Mimo, że jak mam wybór zawsze wybieram dżunglę i gorąc to czytając kolejną relację z Grenlandii cegiełka po cegiełce buduje się most którym chyba w końcu trzeba będzie przejść na drugą stronę ;) Super wyprawa, graty.
szpulatek 14 listopada 2016 14:45 Odpowiedz
ale mi niebiesko w oczach teraz!!!!Mogę się tylko domyślać jak te kolory wyglądają na żywo :)Szacuneczek
adamek 14 listopada 2016 15:23 Odpowiedz
Ależ to pyszne, po prostu nie mogę się przestać podniecać Grenlandią. Ale już planuję wypad !!! Na kajak się nie odważę, ale kije i będzie łażenie...Szacuneczek, zazdrość i wielkie dzięki za super inspirację!
booboozb 15 listopada 2016 12:28 Odpowiedz
@‌adamek‌ @‌szpulatek‌ @‌ambush‌Cytując wróżbitę Macieja - dziękuję za uznanie ;) i przebrnięcie przez całość relacji.@‌adamek‌ - jakie plany trekkingowe na Grenlandii, ACT?
adamek 15 listopada 2016 15:20 Odpowiedz
Najpewniej TAK! Po łażeniu po Spitsbergenie mnie trochę opętała Arktyka :)
booboozb 17 listopada 2016 21:15 Odpowiedz
To jest właściwe opętanie :P
japonka76 30 listopada 2016 17:01 Odpowiedz
Po przeczytaniu do końca tej relacji to właściwie płakać mi się chce, jaki to ja jestem "cienki Bolek" z tym moim podróżowaniem :( w porównaniu zZazdroszczę podjęcia wyzwania i tego opętania na zimne krajobrazy i samotne wyprawy. Ja się raczej nie zdecyduję, więc tym bardziej proszę o kolejne, kolejne i kolejne relacje i zdjęcia.Powtórzę raz jeszcze - wszelkie odcienie niebieskiego z lodu nie są chyba w stanie dorównać odcieniom niebieskiego z samej wody.
booboozb 1 grudnia 2016 19:33 Odpowiedz
Ja tam jestem zdania,że generalnie w życiu(w miarę możliwości), a już przede wszystkim w podróżach, każdy powinien robić to co najbardziej lubi, w czym się czuje na siłach, a zarazem sprawia mu największą radość.Czy to dotyczy kierunku czy ilości osób z jaką się podróżuje.Dla mnie jest to północ i póki co chyba nie zanosi się, by miało się zmienić :PMi taki wysiłek jak na Grenlandii daje energię na kolejnych parę tygodni/miesięcy, by żyć normalnie, wspominać, pracować i planować kolejne wyprawy.
lukasz29 4 lutego 2017 10:12 Odpowiedz
Zazdro i graty świetnej wyprawy. Mistrz!
yokomaki 4 czerwca 2017 11:18 Odpowiedz
BooBooZB Rewelacja !! Gratuluje Wyprawy!Bardzo ciekawie napisana, jakbym tam była, świetne zdjęcia, widoki cudo. Napaliłam się na Ilulissat. Dużo pomocnych podpowiedzi.
booboozb 15 czerwca 2017 14:12 Odpowiedz
Dzięki ;) to kiedy ruszasz do Ilulissat?
yokomaki 22 czerwca 2017 07:20 Odpowiedz
W nastepnym roku :)Wysłane z mojego myPhone Cube 16GB przy użyciu Tapatalka
jotunn 11 lipca 2018 01:18 Odpowiedz
Kurde mialem dylemat... przeprowadzic sie na Islandie czy SvalbardPo pol roku na Islandii mam dosc. Od miesiaca jest dzien. Zle sie spi. Jak se oczy zaslonie to tez przeszkadza, bo drazni. W Europie podczas upalow po nocach snily mi sie lodowce, a teraz tylko zorze polarne. Z utesknieniem marze o zielonych smugach na niebie zwiastujacych koniec arktycznych upalow i poczatek normalnego snu.A o Grenlandii tez sie gada. W Polsce mowia "ale ta Islandia piekna", tutaj mowia "ale ta Grenlandia piekna". Jesli chodzi o cele turystyczne, Hiszpania jest taka polska Teneryfa, a Grenlandia taka polska Islandia. A ja zyskalem pseudonim Ísbjörn, co po islandzku znaczy dokladnie to samo, co po grenlandzku NanookSwoja droga, przelecialbym se na Inuitki. To prawda, ze sie nie caluja? Tylko problem w tym, ze moj organizm niestety jest bardzo egzotermalny i igloo mogloby tego nie wytrzymac...